Pamiętaj człowiecze o śmierci – czyli Memento mori dla praktycznych

Czy zastanawiałeś się kiedyś co zrobić z skądinąd zacnym mottem Memento mori? Ja owszem.

I przez długi czas stałem przed nim bezradny. Jak żyć myśląc o śmierci? Jak chodzić do roboty? Po co te zakupy? Ale co mam nie robić zakupów? Dzięki Bogu znalazłem „świecką” odpowiedz, którą chcę się z wami – w końcówce wielkiego postu – podzielić.

Zdjęcie Robert Bejil ; https://www.flickr.com/photos/robnas/

Pewnie już ponad 20 lat mija kiedy po raz pierwszy trafiłem na nabożeństwo Arcybractwa Męki Pańskiej w kościele Franciszkanów w Krakowie. Trafiłem tam nie wiedząc zupełnie nic na temat tego co ma się wydarzyć. Dzięki tej niewiedzy nabożeństwo zrobiło na mnie duże wrażenie, także od strony emocjonalnej. (Uwaga spoiler alert – dla tych którzy chcą dać się zaskoczyć). Nabożeństwo rozpoczyna się procesją braci ubranych na czarno, w kapturach jakie znamy z filmów o Ku Klux Klan – tyle że czarne. Dwóch braci niesie czaszki kobiety i mężczyzny na palu (czaszki prawdziwe – nie plastikowe czy inne tworzywa sztuczne). Idąc wypowiadają słowa „Pamiętaj człowiecze na śmierć”.

Od tamtej pory Memento mori za mną chodzi.

Ale proza życia nie pozwala za bardzo skupić się na rozważaniu tego, że być może jutro umrę. Zwłaszcza kiedy ma się lat 18, 20, 30…. To zawołanie jest tyle poruszające co absolutnie nie praktyczne. Musimy przecież planować. Trzeba kupić bilet miesięczny. Zapisać się do lekarza na pierwszy wolny termin w 2022 roku. Wiesz o czym mówię. Zostawiam tutaj na boku modlitewne rozważania o śmierci. Intuicyjnie czułem, że ta mądrość jest także dla takich jak ja, praktycznych, żyjących codziennymi sprawami, prostych ekonomistów z Nowej-Huty.

Dzięki Bogu kilka lat temu trafiłem na świetny tekst Ryan Holiday na ten temat. Ryan podał prostą receptę na to jak codziennie stosować to zawołanie. Nie musisz żyć i zastanawiać się nad tym jakby to było umrzeć jutro. W sumie wogóle nie musisz zakładać śmierci niebawem. Żyj, myśl nad tym jakby wygadało twoje życie, gdybyś dostał wezwanie na front.

Wezwanie na front dostajesz z wyprzedzeniem, może kilku tygodniowym. Nie jest to jakaś abstrakcja w dzisiejszej Polsce. Polscy żołnierze wyjeżdżają do Afganistanu, nie tak dawno do Iraku. Jedna „tura” trwa od 6 do 12 miesięcy.

A więc dostałeś wezwanie. Wiesz, że nie będzie cię w domu, z bliskimi przez kilka miesięcy, może rok. Zakładasz, że wrócisz, ale myślisz także o tym, że któryś z kolegów nie wrócił. Musisz więc przygotować siebie i swoich bliskich na swoją nieobecność. Trzeba naprawić dziurę w dachu, żeby żona nie została z cieknącym sufitem. Ubezpieczyć auto na ten czas. Trzeba się wyspowiadać. Czujesz mobilizacje żeby wreszcie powiedzieć kocham, przepraszam, dziękuję. Odkładane od lat, bo będzie jeszcze okazja „jutro”.

Nie zajmujesz się sprawami nieważnymi, chociażby dlatego, że nie masz na to czasu. Nie wytracają cię z równowagi korki, wiadomości, strajk nauczycieli. Jakie to ma znaczenie w takiej sytuacji? Wolisz ten czas i energię przeznaczyć na spotkanie z bliskimi. Dociera do nas, że nie jest tak, że czas jakim dysponujemy jest nieskończony.

Ale też nie palisz mostów. Chciałbyś mieć do czego wrócić. Tak więc ta perspektywa chroni nas od myślenia „rzucam robotę”, „rzucam studia” i „przepalam całe oszczędności w jeden dzień”. Wręcz przeciwnie, chcę możliwie szybko skończyć studia, żeby w razie powrotu być w lepszej sytuacji.

Czy to jest łatwe? Nie. Jak każda idea warta uwagi jest prosta, ale niezwykle trudna do wdrożenia. Są dni, kiedy udaje mi się tak myśleć. Są tygodnie, kiedy o tym zapominam. Ale każdy dzień pod znakiem „Memento mori” to dzień dobrze przeżyty. Zastanów się co byś zrobił, gdyby listonosz przyniósł wezwanie na front.

Więcej:

O Arcybractwie:

https://www.franciszkanie.pl/artykuly/krakow-arcybractwo-meki-panskiej

https://youtu.be/OlCExbpsA_A

Blog Ryan Holiday https://ryanholiday.net