Aktualności

22.06.2010 | JB - RP

Piłka nożna - czyli w czym problem

Mistrzostwa świata w piłce nożnej nastrajają oczywiście także i mnie do refleksji nad tzw. polską piłką nożną. Niby trudno się spierać z tymi, którzy mówią, że to piękny sport, narodowy itd. Ale z drugiej strony raz na jakiś czas przejeżdżam ulicą Reymonta, w cieniu niefunkcjonalnego, przepłaconego i opóźnionego kolosa - ponoć to stadion - i klnę na czym świat stoi. Wydawać by się mogło, że już nikomu poza kilkoma wariatami nie przeszkadza to, że nasza liga i PZPN wygląda tak jak wygląda. Że marudzę i się czepiam, bo co tam 500 mln tu czy tam wydane na coś co i tak nie działa. Ważne, że fajnie jest.

Ale odrobinę pocieszenia przyniósł mi wywiad w Rzeczpospolitej przeprowadzony z Mirosławem Trzeciakiem (były piłkarz reprezentacji Polski, były dyrektor sportowy Legii Warszawa). Okazało się, że facet który siedzi po uszy w branży futbolowej krytycznie i bezwzględnie obchodzi się z ideą budowania stadionów w centrum miasta. Jasno mówi też o tym, że to nie stadiony są problemem polskiej piłki. I że ani Orliki, ani stadiony budowane na Euro 2012 nam nie pomogą. To jest po prostu marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Te same pieniądze mogły by być wykorzystane na odbudowanie solidnej reprezentacji w piłce nożnej.

Generalnie można stwierdzić, że obrońcy wydawania publicznych pieniędzy na stadiony to ludzie, którzy albo z głupoty albo z wyrachowania szkodzą polskiej piłce.

Poniżej kilka fragmentów z tej rozmowy.

(...)Robert Mazurek:Wiele problemów chyba wkrótce się rozwiąże – będą nowe stadiony na Euro, są Orliki…
Mirosław Trzeciak: To zmieni niewiele. Mali chłopcy grają na Orlikach, ale ci najlepsi idą do klubów, gdzie nie mają żadnych warunków. Świetny przykład – Legia Warszawa. Ten klub nie ma swojego ośrodka treningowego, ale ma dwa boiska na Ujazdowie, w centrum miasta, gdzie ziemia kosztuje fortunę. To tak, jakby Paris Saint-Germain trenowało na Polach Elizejskich pod wieżą Eiffla. Ale u nas nikomu to nie przeszkadza, nikogo to nie dziwi.

A powinno?

A kogo na to stać?! Miasto powinno teren na Ujazdowie sprzedać, a za ułamek tych pieniędzy postawić Legii ośrodek z prawdziwego zdarzenia na dziesięć boisk. W dziesięć razy mniejszej od Warszawy Pampelunie miasto zbudowało Osasunie 14 boisk i umówiło się tak: sześć najlepszych jest dla klubu, a osiem pozostałych na potrzeby lig szkolnych, innych klubów, drużyn amatorskich. I miasto partycypuje w utrzymaniu ośrodka. W ten sposób połączono potrzeby sportowego wyczynu i potrzeby społeczne. Czy tego nie można zrobić u nas?
Nie chodzi tylko o ilość boisk, ale i ich dostępność. W Hongkongu małe boiska miejskie są otwarte do północy.
A u nas zamykają Orliki o 15! I to jest ta różnica...

(...)Wróćmy do trenerów.
W Hiszpanii, by dostać licencję PRO, trzeba się uczyć cztery lata, by zajmować się młodzieżą – rok. A wie pan, ile w Polsce? Dwa tygodnie. Nie dość, że taki trener ma mgliste pojęcie o trenowaniu, to jeszcze nie ma wsparcia w PZPN. Trener hiszpański dostaje do ręki mnóstwo materiałów, podręczników i poradników, jak trenować. U nas uczą więc dzieciaków niewykształceni pasjonaci, ludzie dobrej woli, którym się nie daje nic. Więc nie oczekujmy niczego, bo jak ma się ta piłka zmienić, kto ma ją zmienić?
Powrót do listy